|
|
" ... taki jeden dzień "
a wszystko zaczęło się 18 sierpnia 2006 roku , bardzo ale to bardzo wcześnie rano.
Jak zwykle szybka kawka ,jakaś kanapka no i piwko ,hehe (niezbędnik każdego spinningisty).
Po 30-u min. czekałem już na swego kolegę-nauczyciela spinningu zarazem, przed domkiem.
po niecałych 40-u minutach jazdy jesteśmy na parkingu,jeszcze tylko sprzęt do rąk i 7-o minutowy
marsz wałem do rybaczówki.Nareszcie jesteśmy Swierklaniec zbiornik Kozłowa Góra.
łudek dziś do wyboru (nie biorą czy co?) .Ale bierzemy nr.29 i jazda na drugą strone mgła jaszcze gęsta nic nie widać,
ale naszcęście stary ale dobry kompas nigdy nas jeszcze nie zawiódł.Tak kompas się ktoś zaśmieje, echo z GPS
pojechało gdzie indziej. Jesteśmy na naszej miejscówce, chyba bo brzegu nie widać ,no tylko jeszcze łyk talętu i zaczynamy.
dwie godziny najlepszej jak by się wydawało pory o świcie minęły i nic .Nadchodzą dziwne myśli (może dlatego tyle łodzi
przy rybaczówce).Walka trwa nadal no i nareszcie godz 8.40 jest pierwszy dziś sandaczyk 52cm .Jest ryba, jest wymiar,jest humor.
fotka i dalej .Nie mineło 10 minut jest drugi ale krutki ,do wody .Ale musiałem sobie cyknąć zdjęcie kolega pełen podziwu dla mnie bo zazwyczaj to on mi "łoi"
du...ę .Żucam dalej kwadrans mija i jest tyci większy 56 cm .Po tej rybce nie mogłem sie juz powstrzymać od euforji, nawet uścisk kompana dostałem.
9.50 czwarty krutki i do wody , kolega zaczyna sie w duszy irytować bo on nic chwile później moje sandaczysko 71.5 cm 3.56 kg ,to juz nie były przelewki i kilka chwil mi zajęło aby go odkleić od dna bo przymurował dość mocno, ale jeszcze tylko przepływanka pod łódką i ląduje w podbieraku .No teraz to już cała sesja foto była,
bez piwka i papieroska się też nie obyło. po paru ,parunastu minutach i "dojściu" do siebie żart do kolegi że gdy żucę w to samo miejsce
to tam czeka na mnie jeszcze jeden, no i miałem racje .Całkiem ładny średniaczek 60cm. ten był ostatni tego dnia była godzina 11-a z minutami i
brania jak się zaczęły tak też szybko się zakończyły. Zakończyliśmy łowienie ok godz 13.30 , wynik 6:0 dla mnie powalił mojego nauczuciela.
Zapamiętam jego słowa "każdemu wędkarzowi trafia sie taki jeden dzień w życiu jak tobie dziś" i "uczeń żadko przerasta mistrza ale, może mu dorównać".
Z tym pierwszym nie chcę sie zgodzić i mam nadzieję że takie dni się powtórzą i to nie raz. 2-e rybki zabrałem do domku oczywiście.
polecam na masełku pycha . no i tak dobiega moja chistoryjka z ubiegłego roku i z niecierpliwością czekam na 1 czerwca.
Jesteś tu gościem
|
|